II. Lie
Spanikowałam i odeszłam. Szukałam Amy, lecz nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Dopiero po 10 minutach znalazłam ją na środku jak tańczyła z jakimś facetem. Wytłumaczyłam jej całą sytuacjea ona jak gdyby nigdy nic powiedziała żebym znalazła jakiegoś faceta na niby. Wydawało mi się to absurdalne, więc odrzuciłam ten pomysł na bok i szukałam dalej. Zauważyłam, że zostało mi tylko 10 minut by przedstawić Jackowi chłopaka na niby. Dopiero teraz gdy zostało mi mało czasu zrozumiałam, że pomysł Amy nie jest wcale taki głupi. Znów musiałam ją znaleźć. Na szczęście siedziała na środku sali. Z bólem serca przyznałam jej rację, ta się zaśmiała i przyprowadziła przystojnego mężczyznę.
-Arianna to jest James, stary kumpel z wycieczki.
-Cześć - odpowiedziałam zawstydzona.
-Wytłumaczyłam mu już wszystko, więc wie o co chodzi, musicie tylko ustalić jak się poznaliście i takie tam. To ja wam daje spokój
i idę Paa.
Pomyślałam, że nie ma co się wstydzić pewnie i tak więcej go nie zobaczę.
-To tak ja jestem Arianna, poznaliśmy się rok temu na imprezie. Wpadliśmy na siebie przez przypadek i takie tam. Jesteśmy razem od ponad sześciu miesięcy. Jakby się coś o mnie pytał to zmyślaj, tylko z umiarem, ok ?
- Dobra, ale mam pytanie.
-To pytaj.
-Piłaś coś albo brałaś ?- Zaczął się śmiać.
-Bardzo śmieszne ja próbuje nie wpaść przed jakimś kolesiem a ty się z tego śmiejesz ? Miałeś mi pomóc a nie ze mnie drwić.
-Dobra, już się uspokój bo ci ciśnienie skoczy- znów zaczął się śmiać.
-Wiesz co człowiek w potrzebie a ty go wyśmiewasz-obraziłam się i chciałam już iść kiedy mnie zatrzymał.
-Już, już pomogę Ci. To ja jestem James, ale pewnie to już wiesz i i i.... i nie wiem co dalej.
-Wystarczy tyle i proszę zachowuj się normalnie, to i tak pewnie potrwa chwilę ok ?
-Ok.
Zegarek prawie wybił już 21:30 i mieliśmy iść chwyciłam go za rękę i poszliśmy w stronę baru. Na początku James udawał gentelmena nawet zamówił mi drink było dobrze dopóki nie spytał o to co najbardziej James lubi robić. Zamurowało mnie miałam już wymyślić popatrzyłam się na niego i szybko odpowiedziałam, że gra zawodowo w golfa. James z wrogą miną popatrzył się na mnie, a Jack parsknął śmiechem na cały głos. Pytał się czy to od tego ma takie muskuły. Mnie samej chciało się potem śmiać lecz się opanowałam. Mój niby chłopak oświadczył, że musimy już iść ścisnął mnie tak mocno za rękę, że gdy wyszliśmy na zewnątrz miałam ją całą czerwoną potem zaczął z pretensjami do mnie.
- Że niby gram w golfa, dzięki to był mój ulubiony klub i więcej do niego nie przyjdę.
-Przepraszam, ale spanikowałam nie wiedziałam co powiedzieć.
- Koszykówka tak trudno było to powiedzieć ?!
---------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział po przynajmniej 3+
komentarzach :) Paa Miśkii


